Trafiła do mnie chora z fatalnym stanem stopy.

Chora z dużymi obciążeniami innymi chorobami.

Odezwała się do mnie córka Magda z prośba o pomoc dla mamy.
Po zapoznaniu się z przypadkiem chorej, wiedziałem, że to wyjątkowo trudny przypadek.

Chora nie mogła stanąć na chorej kończynie, ponieważ przy obciążeniu wykrzywiała się ona do boku nie dając możliwości podporu.

Była konsultowana w wielu ośrodkach, jednak nikt nie chciał się podjąć operacji.

Po analizie stwierdziłem kompletną destrukcję kości skokowej po złamaniu nierozpoznanym pierwotnie. Dodatkowe schorzenia wymagające leczenia pilnego spowodowały odroczenie leczenia stopy. Dotarła do mnie takim stanie jak na pierwszych zdjęciach.

Decyzja trudna, efekt leczenie trudny do przewidzenia.
Ostatecznie – „Wóz albo przewóz”.
Podjąłem się operacji.

Po otworzeniu stawu skokowego stwierdziłem praktycznie brak kości skokowej.
Uległa ona po rozkawałkowaniu i potem zanikowi. Nie miałem możliwości jej odtworzenia.
Postanowiłem zespolić kość piętową bezpośrednio z piszczelą. Ustabilizowałem całość na gwoźdź śródszpikowym odpiętowy. Pozwoliło to stworzyć możliwość stabilnego podporu kończyny. Niestety w leczeniu pooperacyjnym doszło do komplikacji – dodatkowego złamania piszczeli. Wymagało to ponownej operacji i zastosowanie implantu dłuższego stabilizującego złamanie.

Efekt ostateczny jest bardzo dobry.
Chora może stanąć pełnym ciężarem na operowaną stopę bez bólu.
Staw jest ustawiony osiowo. Jest skrócenie kończyny, ale tego nie mogłem uniknąć.

Chora wróciła do życia.

Jestem bardzo zadowolony z efektów ostatecznego leczenia, chora również.